Remont sypialni cz.2

Dalsza część remontu sypialni, trochę przesadziłem z długością pierwszej, ale w miarę dobrze kończy się na panelach.

W niedzielę sklepy były zamknięte (kościelne święto), więc zacząłem kleić listwy sufitowe. Jako kleju, użyłem zwykłego białego akrylu. Jest malowalny i trzyma całkiem dobrze. W razie jakiegoś wypadku, dobrze się zmywa i można nim zakleić niedoskonałości na łączeniach.

Przez kilka dni się rozglądałem i w końcu znalazłem w casto, fajny system mocowania półek. Znaczy może nie jest najładniejszy, ale nie rzuca się w oczy i jest przede wszystkim tani. Szyny za 15zł a mocowania 40cm za 4zł sztuka. W Ikei mają ładniejszy ale z ramionami po dyszce, a na allegro jeszcze drożej. A więc casto wygrała ceną.
Mocowania na kołki rozporowe co 20cm, udźwig ramienia do 55kg i najważniejsze – możliwość zmiany ustawień półek względem potrzeb, bez nawiercania kolejnych dziur w ścianach. Prawa szyna długości 1,5m, na dole wieszak na ubrania. W poprzedniej szafie był wysoko i marnowało się sporo miejsca. Lewa oraz środkowa szyna długości 2m, wszystkie mocowane 20cm od sufitu. Półki zamówię z płyty wiórowej białej. Głębokość 50cm – 5szt. 148cm, 1szt. 61cm. Na końcach ramion są wypustki więc w płytach nawiercę małe otworki na nie. Drążek nie jest z kompletu, miałem resztkę z dźwigni panicznych, przytnę go tylko na wymiar.
Dołożyłem też w końcu brakujący kawałek listwy pod sufitem.

W międzyczasie patrzyłem też na meble pod kolor. Postanowiłem że nie chcę zbytnio pochwytów i że wszystkie mają być pod kolor wenge. Szafkę z szufladami trafiłem przypadkiem w Ikei. Ich “czarnobrąz” to jakiś dowcip musi być, bo obejmuje kilka różnych odcieni. Ale że sama szafka jest ładna i będzie stała pod oknem, kolor zgubi się trochę. W sumie planowałem też komodę stamtąd, ale na sieci znalazłem polskiego producenta, który w niższej cenie produkuje trochę większe i z szafkami po bokach. Jak już kupowałem od niego komodę, to i stolik kawowy miał tanio. W tej cenie spokojnie jakościowo ujdzie. Dodałem tylko od siebie malutkie kółka, by można było go przestawiać, gdy nie będzie potrzebny. Nowe panele bardzo mi się podobają i nie chcę ich porysować zbyt szybko.

Gdy doszły mi paczki, zacząłem składać komodę. Rozpocząłem od szuflad, bo są najbardziej nudne. Konstrukcja prosta jak budowa cepa, jedyny minus – klej zamarzł jak leżał na magazynie producenta i musiałem użyć własnego. Ten w paczkach przypominał ciastolinę.
Gdy już złożyłem szuflady, zabrałem się za resztę komody.

Wyciąłem wyrzynarką ząbki na listwę przypodłogową przed złożeniem ścian w całość, poskładałem i zaniosłem do sypialni. Jeszcze nie ustawiałem, bo nie przymocowałem listew do ściany.

W casto zamówiłem półki z płyty wiórowej i kupiłem do niej plastikowe obrzeże. Jest tylko od frontu, bo po bokach będą ściany, więc nie potrzeba. Uchwyty to 40cm, w miejscach ich końców nawierciłem niewielkie otworki, by ząbki w nie wpadły. Pierwszy plan był taki, aby drążek wisiał na wysokości metra, jednak w szafie czasem coś wisi wyżej, musiałem zmodyfikować plany. Podniosłem go o 45cm, rozciąłem jedną półkę na dwie, dokupię jeden uchwyt i zamocuję później. Druga półka od góry była zawalona pudłami po sprzęcie, dopiero dzisiaj sobie przypomniałem, że mam praktycznie nieużywany pawlacz w przedpokoju i je tam wrzuciłem =]

Poszpachlowałem i pomalowałem na biało ścianę S, zamocowałem też uchwyty do karnisza, będzie ciemnobrązowy. Chciałem by zasłony były jak najbliżej ścian i chyba lekko przesadziłem z odległością do nich, bo nie zmieszczą mi się ładnie zakończenia drążków – będę musiał je poucinać aby się zmieściły. Muszę też skrócić firanę, bo okazała się trochę za długa.

Zamocowałem listwę podłogową na ścianie E i postawiłem komodę na swoim miejscu. Lekko nie dolega, ale taki to już urok starych ścian.

W końcu skróciłem i zawiesiłem firany.

Zakończenia zasłon nie mieściły się przy ścianie, więc je uciąłem i zeszlifowałem, by zostały same kapturki.

Szukałem zasłon, myślałem o jakimś gotowcu z obi, ale okazało się, że niedaleko mnie jest sklep z zasłonami. I jak to się mówi – znalazłem tam zasłony, które nie wiedziałem, że dokładnie takie chcę =D Srebrne z motywem kwiatowym – bardzo fajnie łączące obie tapety. Do tego szlaczki na nich odbijają światło. Na fotkach kolejny wynalazek – mocowanie na taśmę. Świetny wynalazek, bo zakrywa szynę i zmniejsza widoczne prześwity.

Założyłem zasłony na karnisz, założyłem go na uchwyty i wygląda super w ciągu dnia.

Zasłona na tle obu tapet . Widać wspólne elementy.

Widok w nocy. Żarówki LED mają różne kolory. Pierwszy jest żółty, ale telefon uznał że to dzienne i zniwelował nasycenie tym kolorem. Dobrze wygląda także seledyn, ale ciepłe barwy pasują najlepiej. Zasłona bardzo fajnie odbija światło.

W końcu dogrzebałem się do puszki z przewodami. Rozciąłem tapetę, odkręciłem pokrywkę i podłączyłem dwa pozostałe gniazdka, których nie ruszałem podczas remontu, by przypadkiem czegoś nie dotknąć przy ścianie. Po podłączeniu skręciłem ponownie a wycięty kawałek tapety przykleiłem na biały silikon.

Zająłem się też wyciągnięciem paneli na przedpokój. Przejściowy element musiałem lekko przyciąć na piórze, by chciał się złożyć z tym co już leżał, pod bardzo małym kątem (nie przemyślałem tego zbyt dobrze wcześniej), ale wyszło nieźle i nic nie widać.

Podciąłem zbyt długą ościeżnicę w łazience takim wibracyjnym ustrojstwem i wykorzystałem jeden z małych odpadów, które mi zostały z podłogi wcześniej, gdy nie przemyślałem jednego kawałka. Gdy minąłem wejście do łazienki, poszło już z górki.

Myślałem że zostanie mi trochę odpadu, a okazało się, że wykorzystałem nawet te odpady, które przeznaczyłem do wyrzucenia =] Został mi tylko kawałek 2/3 panela, który wykorzystam, gdy tylko zacznę kłaść je w pokoju. Wg wszelkich przeliczników powinna mi zostać połowa paczki, a mam całą plus trzy nieruszone elementy, więc muszę powiedzieć, że idzie mi świetnie.

Kupiłem dziesięć mocowań do płyt i przykręciłem je na kołki do ściany oraz podłogi. Następnie rozrysowałem elementy i pojechałem zamówić je do casto. Zdjęć z jakiegoś powodu nie mogę znaleźć na telefonie, więc te z plastikowymi klipsami to jedyne, co było. W planie standardowo, bok z płyty, dwa skrzydła, płyta na końcach, w środku lustro, zero wydziwiania.

Z lewym skrzydłem miałem problem. Ściana do której miało przylegać, szła skosem 1,5cm na całej wysokości.

Szyny jezdne przykleiłem na klej montażowy. Zwyczajnie nałożyłem go sporo i wyrównał mi niedoskonałości podłogi oraz sufitu.

Zamówione lustra miały ostre krawędzie, więc okleiłem je tym co znalazłem w szufladzie – tutaj zwykła taśma klejąca, w drugim nakleiłem izolację elektryczną. Zniweluje to odrobinę tarcie szkła bezpośrednio o alumkę.

Po przykręceniu wózków jezdnych, dociąłem aluminiowe krawędzie na mniejwięcej wymiar, złożyłem prawe skrzydło w całość i upchnąłem kawałki gąbek do mycia garów w wolne przestrzenie za lustrem. Miałem tam wcisnąć gumowaną pianę, którą stosowałem do fotela w rowerze, ale nie mogę jej znaleźć.

 

W lewym skrzydle trzeba było dokonać kilku zmian. Z prawej strony małe wycięcie na plastik trzymający ścianę. Z lewej, przy suficie idzie listwa, nie chciałem jej ruszać, więc odciąłem kawałek płyty i dopasowałem skos z odpadu listwy aluminiowej. Nie wyszło idealnie, ale z odległości metra już nie widać nic. Po postawieniu skrzydła z lustrem w środku, dociąłem aluminiowe listewki, które dokupiłem osobno, podkleiłem kawałki taśmy dwustronnej i wsadziłem pod szkło, by nie było brzydkiej szczeliny. U góry przykleiłem na klej montażowy.

 

Po wsadzeniu drzwi na miejsce, okazało się, że nawet nieźle wszystko pasuje. Gdy zamawiałem płyty na drzwi w casto, szerokości wszystkich czterech były identyczne. Dopiero ja ręczną pilarką odciąłem z nich krawędzie po skosie. Szerokości u góry są takie same, na dole, lewe skrzydło jest węższe o 1,5 cm.

Na koniec zostało mi przykleić wykończeniowe listwy na krawędziach płyt, zdjąć folię z krawędzi i zetrzeć napisy z lustra. Widać na nim zamówione wymiary i jakie proste nie jest =]

Po podliczeniu paragonów, remont sypialni kosztował mnie 4000,76 zł – do przeżycia.

Temat sypialni uważam nareszcie za zakończony.

Komentarz (1)

  1. Pingback: Remont sypialni (bez przesadyzmu) cz.1 | Buduję bo lubię

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *