Remont sypialni (bez przesadyzmu) cz.1

Remont stołowego lub kuchni wraz z przedpokojem to będzie duże wyzwanie, na które będę musiał mieć miejsce do składowania niektórych rzeczy. Za namową ojca, postanowiłem wcześniej odnowić sypialnię, gdyż służyła ostatnio za graciarnię i suszarnię w jednym.

Rzeczy w tym pokoju nie są jakoś zbytnio cenne, więc zabezpieczyłem je tylko folią, by nie pochlapać farbą lub klejem.

Przy pomocy spryskiwacza, naniosłem grubą warstwę gruntu na sufit. Dałem wyschnąć i przejechałem masą szpachlową do gładzenia na mokro. Ma być ładnie ale jednocześnie bez bardzo drogich inwestycji czy zabaw, a że tarcie sufitu to mordęga, postanowiłem tym razem spróbować wygładzić od razu. Wyszło nawet nieźle, gdzieniegdzie zrobię jeszcze małe poprawki, ale to już przed położeniem podłogi, albo nawet później. Gdy masa wyschła, przemalowałem wszystko białą farbą sufitową.

Spodobała mi się jedna tapeta na fizelinie, pasuje do sypialni w stylu retro. Miałem w planie jeszcze kilka innych, ale ta została wybrana zaraz po tym, jak znalazłem lampy kilka fotek niżej. Wszystko wskoczyło na miejsce.

Z oświetleniem postanowiłem trochę powydziwiać i ustawić jedną żarówkę na szafę, dwie na resztę pokoju i powiesić dwa kinkiety na wschodniej ścianie (E), gdzie będzie komoda i może coś na niej. Oczywiście wszystko sterowane z jednego przełącznika. Nie mogłem znaleźć ładnych ramek pod kolorystykę w komplecie z trzema guzikami, więc byłem zmuszony improwizować i sztukować elementy z różnych zestawów. Gniazda i przyciski były dosłownie o milimetr za duże, by pasowały w osobno dokupione ramki, więc odcinałem i szlifowałem krawędzie tak, by w końcu zeszło się na ścisk, a przyciski przełączały w zadowalający sposób.

Na ten zestaw trafiłem przypadkiem. Szukałem ładnych kompletów z brązowymi uchwytami i jakimś może kwadratowym kloszem, gdy coś mnie pchnęło na dział retro. I tu znalazłem owe cuda. Nie dość że tanie, to jeszcze made in Poland i pasujące jak ulał do tapety wcześniej. Nie planowałem lampy podłogowej zbytnio, ale gdy ją zobaczyłem, od razu wiedziałem że stanie pomiędzy oknem a wersalką i będzie tam pasować idealnie.

Wcześniej nie zrobiłem zdjęć pokoiku, więc nadrabiam. Pierwsze zdjęcie to ściana północna, drugie południowa.
Pokój ma wymiary 255/405cm, wysokość aktualnie 256cm, ale dojdzie centymetr podkładu i panele, by wyrównać posadzkę z przedpokojem. Plan jest taki, by w całym mieszkaniu podłoga była złożona z tych samych paneli, bez progów w drzwiach.

Oryginalne okablowanie łączyło złą parę w żyrandolu, więc musiałem na szybko je przestawić. Zawieszenie na dwa kołki fi6 do sufitu, zero problemu.

Po odsunięciu półkotapczanu (którego nikt nie chciał nawet za darmo) i zdjęciu tapet (wystarczyło pociągnąć), ukazały mi się góry i doliny, których teoretycznie nie powinno tam być.

Zaznaczyłem ołówkiem miejsca stanowiące największy problem i przygotowałem się do nierównej walki ze szlifierką. Na szczęście było wtedy wietrznie i otwarcie okien po przeciwnych stronach mieszkania wywołało ciąg w stronę balkonu. Cały pył od razu wywiewało na zewnątrz.

W tym miejscu miałem już jakiś plan co do kinkietów. Szerokość ściany na 405, przy tapecie na 53, nie dawało szans ładnego podziału, na równe pasy. Postanowiłem więc, poszukać tapety przełamującej styl retro, ale dającej się także łatwo zwęzić. Mając to na uwadze, oraz że na północnej ścianie będzie szafa o głębokości ~60cm, wyliczyłem że będę potrzebować sześć zwykłych arkuszy i dwa na ~44cm szerokości. Podział miał być niesymetryczny, aby optycznie wszystko dalej pasowało – dwa, wąski, trzy, wąski, jeden. To też pozwoliło wyznaczyć miejsca mocowania kinkietów i linie prowadzenia zasilania do nich 75cm od południa, 128 od północy. Południowy wyznaczył także miejsce mocowania gniazdka.

Pociągnąłem przewody, zagruntowałem ścianę i przeciągnąłem całość lekkim tynkiem maszynowym. Przewody idące po podłodze zostaną schowane w podkładzie panelowym, którego będzie centymetr. Na tynku rozrysowałem ponownie oznaczenia do tapet.

Wybrałem szaro-srebrny wzór. Bardzo łatwy do docięcia,a kwadraty odbijają światło w różnych kierunkach, tworząc dodatkowy nastrój i pasując do całości, łamiąc jednolitość kolorystyczną.

Po zagruntowaniu klejem do tapet i ponownym nałożeniu kleju, poszło bardzo ładnie. Pasy tapet mają miejsce u góry i na dole, ale to się zakryje.

Przyszedł czas na północną ścianę. Stara tapeta także zeszła łatwo. Wykopałem śrubokrętem dziurę pod puszkę i przedłużyłem stare przewody prowadzące do żyrandola. Wykopałem też miejsce na dole na gniazdko, gdybym chciał w przyszłości zrobić oświetlenie w szafie, lub gdyby kiedyś zmieniła przeznaczenie na biurko. Po zagruntowaniu i pociągnięciu przewodów, zacząłem wyrównywać ścianę tynkiem.

Kolejny przypadkiem znalazłem takie listwy sufitowe w sklepie i znowu problem wykończenia pod sufitem się rozwiązał.

Przyszedł czas na kinkiety. Mocowanie takie same jak w przypadku żyrandola – na dwa kołeczki. Teoretycznie powinienem skierować je w dół, ale chcę by tworzyły klimat kolorowym światłem LED, więc zamontowałem je w ten sposób.

Kolejna sprawa to wypuszczenie zasilania. Do pokoju puściłem żyły 2,5mm, ale trochę za bardzo przyciąłem i musiałem ratować się taką puszką. W sumie dosyć praktyczne, bo mam w niej podłączone zasilanie na gniazdka oraz wyjście na kinkiety. Wkleiłem na tynk.

Po podłączeniu zasilania na pająka, sprawdziłem czy przewody od oświetlenia są ok. Po włączeniu, kolorowe diody wchodzą w tryb auto, są do nich piloty i można je ustawić w jeden z wielu kolorów lub efektów.
Te firanki w oknach są tylko tymczasowo, wcześniej miałem rolety pionowe powieszone przed nimi.

Wygładzanie, tynkowanie, sprawdzanie czy gniazdka pasują, zamknięcie puszki. Gotowe do gruntowania pod tapetę.

Wybrałem jeden element na tapecie za punkt odniesienia i oznaczyłem wszystkie dostępne długości. Zacząłem kłaść nie mieszając wzorów (może powinienem ale już za późno), więc muszę kontynuować ten ciąg. Jeden pas nad drzwiami lekko zwęziłem, by gniazdko wyszło minimalnie ładniej i by całość się lepiej składała na narożniku NW.

.

Po założeniu osłonek wygląda super. Czas na ścianę W.

Udało mi się oddać meblościankę za darmo. Komuś się przyda na działce, więc jestem zadowolony, że jeszcze będzie komuś służyć. Niemiłosiernie ciężka, pewnie dlatego tak się trzyma pomimo wieku (78r) Gdy już jej nie było, mogłem się w końcu dobrać do ściany, zdjąć tapety oraz obrazki i półki. Zagruntowałem całość nierozcieńczonym gruntem, bo to praktycznie czysty beton.

Wykułem puszkę pod gniazdko, wyszło mi na łączeniu tapet. Gdybym dał je jak po przeciwnej stronie, zasłaniała by je wersalka, co mijało by się z celem. A więc otwór na ~53cm od południa. Namieszałem tynkarskiej i wkleiłem na nią.

Gdy puszka lekko złapała, przejechałem tynkiem całą ścianę. Jutro poprawki i może gruntowanie klejem, jeżeli wrócę wystarczająco wcześnie z pracy.

Wyciąłem szczeliny na rurki ogrzewania w pierwszym pasku od południowej ściany i zacząłem zabawę w klejenie od okna. Nałożyłem sporo kleju do tapet i przykleiłem paski tak samo jak na przeciwnej ścianie. Miałem nadzieję, że pokój jest przynajmniej prostokątny, ale z góry, wygląda jak trapez i ściana jest krótsza o 5cm. Jednak w narożniku NW będzie szafa, więc dalej wygląda ok.

Pomalowałem na biało listwy sufitowe, jutro wezmę trochę akrylu w tubie i przykleję je do sufitu.

Wyrównałem także południową ścianę gipsową gładzią, pomaluję ją na biało, kaloryfer pewnie na brązowo… chociaż to wyjdzie dopiero jak będę dobierał kolory narzuty na wersalkę i zasłon.

Wyczyściłem podłogę w pokoju, plastikowe płytki odchodziły po pociągnięciu ręką. Podciąłem ościeżnicę, by weszły pod nią panele. Będę musiał podciąć jeszcze skrzydło, ale chwilowo nie mam z kim. Wg instrukcji, podkład powinno się kłaść pod kątem 45 stopni, ale jakoś tak już zacząłem to nie zmieniałem ułożenia. Kupiłem płyty grubości 7mm i okazało się, że dobrze wybrałem. Podłoga nie jest idealnie równa, ale nie było potrzeby jej wyrównywania zaprawą. Przewody ukryłem w wyciętych szczelinach, pamiętając by zasilający do gniazdka za wersalką, nie biegł w miejscu mocowania szyny drzwi przesuwnych. Podłoga w przedpokoju jest wylana, więc położyłem na niej wyłącznie dwumilimetrową piankę której 15cm wystaje też do sypialni.

W planie mam podłogę w całym mieszkaniu, położoną bez progów w drzwiach. Jedynie przy wejściu i może w kuchni myślę nad gresem. Było kilka wersji układania, od skośnego, przez poprzeczne, ale zakończyło się na ułożeniu wzdłuż. Spory problem miałem przez to z wyznaczeniem wspólnego kierunku układania, by potem w dużym pokoju nie układały się krzywo. Odmierzyłem zwyczajnie równą odległość od ściany S i powinno być ok. Odpad na panelach mam minimalny. Na cały pokój odrzutu wyszedł w sumie może jeden panel. Po ułożeniu kilku szerokości, zacząłem przekładać kolejne graty i układać podkłady dalej.

Sypialnia służyła wcześniej za składzik i tak też dalej jest. Nie mogłem wszystkiego z niej wynieść, więc musiałem dzielnie walczyć ze sprzętami, kwiatkami i luźnym drewnem =] Panele z V-fugą układa się bardzo fajnie, nie trzeba składać całych pasów, a kłaść po kolei i lekko dobijać.

Po walce w sobotę i niedzielę, zakończyłem podłogę. Lubię ten kolor, mógłby być odrobinę mocniejszy, jak wykładzina w przedpokoju, ale też może być. Chciałem kupić listwy podłogowe, ale okazało się, że z powodu święta, wszystko zamknięte. Czas załatwić komodę i szafę, by znowu gdzieś poupychać to wszystko XD

 

Koniec części pierwszej. Druga TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

siedem + jeden =